Walentynki - walę tynki
Handlowcy wymyślili Walentynki. Na czymś trzeba zarobić po styczniowej posusze handlowej. Znajomy pobiegł i kupił żonie bukiet kwiatów, ktoś inny wysilił się na body dla swej oblubienicy, a większość poszła na łatwiznę i zadowoliła się serduszkami w różnych odcieniach czerwieni. Signum temporis w totalnym kapitalizmie. Zakochani są zadowoleni, handlowcy pewnie też i wszyscy „walentynkowcy” odrobili lekcję zadaną im przez anglosasów. No i po zawodach rzec by można. Wszyscy są happy.
Jak różne może być pojmowanie dnia świętego Walentego uświadomił mi syn kolegi. Szkrab ma 6 lat, odróżnia Robin Hooda od szeryfa z Nottingham, wie więc, co jest dobre a co złe. Liczy śmiało do pięćdziesięciu, a na wspak od trzydziestu. Mały geniusz rośnie. A tu w święto Walentego przyszedł do swojego ojca i rzecze: „Tato, kiedy zaczynamy remont mieszkania? Dziś czy jutro?”
Ojciec spojrzał na swoją pociechę z nieukrywanym zdziwieniem i w końcu wydusił z siebie:
„- Co ci Mateuszku przyszło do głowy z tym remontem?”
Malec niczym niezrażony wybiegł do przedpokoju, otworzył pudło z narzędziami, wyjął zeń młotek i odparł odważnie: „- Jestem gotowy na walenie tynków, mama się ucieszy, bo już dawno mówiła, że plazmę trzeba zawiesić na ścianie, a i kolory ścian trzeba odświeżyć.”
W domu znajomego zapanowała cisza. Matka Mateusza, biegnąc na odsiecz zupełnie zdezorientowanemu swojemu mężowi, ojcu ich syna – rozładowała atmosferę niepewności.
„ -Walentynki to święto zakochanych i nie ma nic wspólnego z remontem i waleniem tynków. Walenty to święty, patron zakochanych.”
Mateusz spojrzał niepewnie na matkę i ojca. „- Ale ja właśnie chciałem Wam pomóc. Bo bardzo Was kocham! A Kacper w przedszkolu mówił, że to najlepszy dzień na remont, bo jego tata poszedł do sklepu i kupił cement oraz gips.”
Nic dodać, nic ująć. Logika malucha w połączeniu z semantyką dała o sobie znać A wszystko w imię miłości.
Copright by Jacek Gallant