N jak nova, czy jak najgorsza?
Lubię telewizję, lubię za jej szybkość, kolor, masowość i przede wszystkim realizm. Po czasach PRL-u, cenzury, szarości wyzierającej z ekranu i totalnej służalczości wobec reżimu, który nie dawał szans na poznanie prawdy – czas po 1989 roku napawał mnie nadzieją. Był szansą na zmianę, na lepsze, rzetelne i ciekawe przedstawianie rzeczywistości. Pojawienie się nowych stacji, Polsatu, TVN, Superstacji, TVS, oraz kanałów niemiecko czy angielskojęzycznych postawiło państwową telewizję przed trudnym zadaniem. Konkurencja oraz szybkość były elementami zmuszającymi kolejne zarządy telewizji z Woronicza do odważnych działań. Pomału, mozolnie, państwowe kanały telewzyjne zaczeły być konkurencyjne.
O ile kiedyś, TVN, TVN24 czy Polsat były rzeczywiście the best – tak dziś śmiało można stwierdzić, że „państwówka” zaczyna być lepsza. Obiektywna, pełniejsza ( biorąc pod uwagę ilośc informacji i sposób ich podania) a co najważniejsze rzetelna. Brawo ! Nareszcie!
Dlatego TVN czy TVN 24 jako tuba propagandowa jednej i jedynie słusznej partii na literę „P” przestała mi imponować, ba interesować. Ilość zdobytych telekamer już mnie nie przekonuje. Wszak Ci najbogatsi mają nieograniczony dostęp do intenetu i do sms – ów.
A telewizja „n” wręcz mnie powala. Nie tylko ceną za oferowane kanały, ale brakiem profesjonalizmu w jakości technicznej ( sporo przerw i ciągłe skanowanie w poszukiwaniu nowego oprogramowania). Dlatego stawiam na abonament i państwową – za moje pieniądze – telewizję. A komercja niech się martwi o widza, ja do niej nie dołożę.
Kiedyś w szkole uczono mnie, że „n” to symbol nieskończoności. W matematyce tak jest, ale w polskich mediach telewizja „n” to dla mnie symbol słabości, braku rzetelności i profesjonalizmu.
Teraz to „n” kojarzy mi się generalnie ze wszystkim na „NIE”, a telewizja ta jest chyba najgorsza.