Rozmowa z Kotką, czyli stan zadowolenia
Moja kocica, szaro-bura, pręgowana jest ze mną już długo. Na tyle, że zna moje przyzwyczajenia, ton głosu, wygląd, zapach, upodobania kulinarne, gust i ... moje zachcianki. Wszelkie.
Jest na tyle mądrym zwierzęciem, że zawsze gdy dłużej nie ma mnie w domu – po moim powrocie, przychodzi, łasi się i sprawdza. Kontroluje moje zapachy, wygląd i sposób bycia. Wtedy wskakuje na mnie, na kolana lub siada obok mnie i wertuje niczym książkę. Jej żółte oczy z poprzeczną źrenicą świdrują mnie i zdają się mówić.
- Wróciłeś, zmęczony jesteś. Pachniesz alkoholem, choć wiesz, że nie lubię. Włosy lekko potargane masz, a wiatru nie ma. Kto ci to zrobił? Masz nawet brudne buty, co do Ciebie niepodobne.
Wówczas niczym przed inspektorem mojego wyglądu tłumaczę się w myślach, a czasem nawet na głos: - Wiesz, było spotkanie z kolegami, musiałem wypić, to mnie trochę zmogło, ale wróciłem. Jestem, a włosy to ... czapka, kapelusz przy zdejmowaniu, potargałem. Buty – bo mokro i błoto.
Siedzi i słucha. Tylko jej ruchliwy ogon wskazuje na czujność i skupienie.
- Dobra, dobra nie oszukuj była kobieta, ładna ? – dalej pyta kocica oczami.
- Skąd ona to wie? – zadaję sobie w duchu pytanie. – Przecież rano prysznic, golenie, ta sama woda Chanel. Skąd to malutkie zwierzątko wie?
Miauknie czasem tak przeciągle, jakby korygowała moją nieścisłość lub nierzetelność przekazu. – Nawijasz – ocenia i nie daje za wygraną. Lepiej powiedz, jesteś zadowolony z tej znajomości ?
- No jasne, że jestem, inaczej nie byłbym tam. – kontynuuję. Piękna, powabna, seksowna, dojrzała niczym najlepszy owoc. Dała mi to czego nikt nie potrafi dać mężczyźnie. – odpowiadam. Zmysłowa, delikatna i bardzo, bardzo kobieca. Koty takie nie są.
Ostrzegawcze podniesienie łapy z wystawionymi pazurkami oraz podniesienie ogona do góry sygnalizuje, że stopień kociego zaufania do mnie, osiągnął zenit.
- No dobrze, była miękka i posłuszna, aksamitna swym ciałem i gorąca jak wulkan gdy tylko na to zasłużyłem. Dała mi to czego pragnę. Miłość i szczęście. Seks wyuzdany i perfekcję pieszczot. Pełnia zadowolenia nas obojga. Byliśmy jednością, siłą i spełnieniem. Moja ostoja.
Kocica, jak na zwierzę przystało, wstała przeciągnęła się – ten słynny koci grzbiet – i odeszła. Poszła do miski z wodą i jedzeniem , jakby zakąsić to co usłyszała ode mnie. Aby dać upust swojej kociej wiary w słowa. W słowa, które dla niej brzmią dziwnie, ale znajomo.
Nieznajomość ludzkiej natury powoduje, że zwierzę przyjmuje nasze gesty, słowa, odruchy ze zrozumieniem. Tylko częstotliwość ich wypowiadania do zwierzęcia sprawia, że nam – ludziom - wydaje się, że czworonóg je rozumie, a pupilowi kojarzą się tylko z tym, że już wcześniej je słyszały. I są wypowiedziane tym samym tonem i z tym samym nastawieniem. Są akceptowane. Stąd nasze przekonanie o dialogu ze zwierzątkiem. A zazdrość w takich relacjach nie istnieje.
Tak rozważając moją krótką rozmowę z moją kocicą doszedłem do przekonania, że warto mieć takiego powiernika przeżyć i emocji, bowiem szczęściem też trzeba umieć się dzielić i chwalić. A zwierzątko nic nie powie nikomu, tylko znowu przyjdzie i sprawdzi. Skontroluje stan naszego zadowolenia i szczęścia.
A ludzie ? Są mili, tylko czy wtedy gdy podzielimy się szczęściem z innymi, czy ten czar nie pryśnie? Czy nikt nam go nie ukradnie?
Nie ryzykuję. Rozmawiam o tym z moją Kocicą.
Kwiecień 2009 r
PS. Dedykuję wszystkim tym, którzy kochają koty z okazji ich święta i ....nie tylko.
Copyright by Jacek Gallant