Lubelski WUP jest jednym z najlepszych w kraju. Jacek Gallant, b. wiceprezydent Lublina kieruje nim nieprzerwanie od ośmiu lat. Zdaje się, że to właśnie polityczna przynależność dyrektora jest głównym, choć oficjalnie, rzecz jasna, niepodnoszonym argumentem za jego odwołaniem dla POPiS- owego zarządu województwa z marszałkiem Jarosławem Zdrojkowskim z Prawa i Sprawiedliwości na czele. Marszałek zresztą kilka miesięcy temu rozszerzył skład Wojewódzkiej Rady Zatrudnienia z 15 do 27 osób (zmiana nastąpiła w trakcie kadencji rady).
Obecnie, zgodnie z nowymi przepisami, opinia rad w kwestii odwoływania szefów WUP-ów nie jest marszałkom regionów potrzebna. Ale i tak .nowa” lubelska WRZ wydała Zdrojkowskiemu opinię, iż Gallanta można zwolnić z zajmowanego stanowiska. Nieoczekiwanie przeciw niemu opowiedzieli się ci sami ludzie, którzy od lat twierdzili, że Jacek Gallant swoje obowiązki wykonuje w sposób kompetentny.
Z Warszawy do Lublina jedzie się trzy godziny, choć to tylko 200 kilometrów. Jacek Gallant, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie, który tę trasę pokonuje kilka razy w miesiącu, jest przekonany, że gdyby nie brak dobrych dróg, region mógłby skutecznie rywalizować o inwestorów i tworzone przez nich miejsca pracy. A bez dużych inwestorów trudniej jest zmniejszać bezrobocie, choć na rolniczej Lubelszczyźnie i tak jest ono stosunkowo niskie.
– Jesteśmy na szóstym – siódmym miejscu wśród województw, zaraz za najlepszymi – podkreśla dyrektor Gallant.Na koniec września bez pracy pozostawało prawie 115,8 tys. osób, czyli 12,8 proc. zawodowo czynnych mieszkańców regionu. To o 2,7 pkt proc. mniej niż we wrześniu ubiegłego roku, gdy bezrobocie sięgało 15,5 proc.
Marszałek województwa już raz próbował odwołać dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy, Jacka Gallanta, byłego radnego i czołowej postaci SDPL w Lublinie. Teraz sprawa wraca. Sam dyrektor zapowiada, że znajdzie ona finał w sądzie.
Jacek Gallant od siedmiu lat jest dyrektorem Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Przed kilkoma miesiącami zawisły nad nim czarne chmury. W lipcu zakończyła się kontrola w WUP. Kontrolerzy mieli wiele zastrzeżeń - m.in. braki w sprzęcie elektronicznym. Gallant raportu końcowego nie podpisał, uważając m.in. że kontrolę przeprowadziły osoby niekompetentne. Jej wyniki spowodowały jednak, że już we wrześniu marszałek województwa Jarosław Zdrojkowski chciał odwołać Gallanta.
Marszałek województwa zamierza odwołać dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy, Jacka Gallanta, z SDPL. Chce to zrobić politycznym podstępem, przy okazji łamiąc prawo.
Władza ma prawo dobierać sobie ludzi i odwoływać dyrektorów, z którymi nie układa im się współpraca. Ale nie może tego robić w taki sposób - oświadczyła Izabella Sierakowska. Jacek Gallant od siedmiu lat kieruje WUP, jednostką podległą marszałkowi. Informacje o jego odwołaniu pojawiały się już po ostatnich wyborach samorządowych, po których władzę w województwie przejęła koalicja PO-PiS. W czerwcu, na zlecenie marszałka, w WUP zaczęła się trwająca do 28 sierpnia kontrola sprawdzająca. Druga, tzw. doraźna, trwała od 13 czerwca do końca lipca.
Unijne pieniądze na inwestycje, komputery czy sprzęt biurowy są rozchwytywane na pniu. Za to o pomoc na szkolenia, które pomagają np. w zmianie zawodu, chętnych jest niewielu. Na Podkarpaciu nie wykorzystano na takie cele w ubiegłym roku aż 27 mln złotych! W tym roku do wzięcia jest kolejnych ponad 40 milionów
I prawa, i lewa strona Rady Miasta - z małymi wyjątkami - pozytywnie oceniła ubiegłoroczny budżet miasta i przyznała prezydentowi absolutorium
Wcześniej wykonanie ubiegłorocznego budżetu pozytywnie oceniła Regionalna Izba Obrachunkowa i wszystkie komisje rady miasta.
- To bardzo dobry budżet - mówił prezydent Andrzej Pruszkowski, przedstawiając radnym szczegóły dotyczące zdobywania i wydawania pieniędzy w ubiegłym roku. Jego optymizmu nie podzielał Jacek Gallant z SdPl. - To budżet stagnacji i konsumpcji. Wzrost dochodów nie przełożył się na wzrost inwestycji - oceniał. Wspierając prezydenta, Dariusz Jezior z PiR wyliczył nowości drogowe: ul. Pagi, trasę Zieloną, przedłużenie ul. Jana Pawła II. - Ulica Pagi to prawdziwy bubel. O tym, że to dobrze wydane pieniądze, może mówić ten, kto nie jeździ po mieście samochodem - kontrował Sławomir Janicki (niezrzeszony).
IPrzedstawiciele spółki Echo Investment forsują nowy pomysł na zagospodarowanie górek czechowskich. W poniedziałek podczas spotkania z radnymi zaproponowali zmniejszenie terenu, jaki zajmie centrum handlowe, i zmiany w komunikacji
Awantura o górki czechowskie trwa od czterech lat. Kielecka spółka Echo Investment ma 113 hektarów gruntów po byłym poligonie. Chce tam urządzić park m.in. z rezerwatem przyrody, kortami, ścieżkami rowerowymi. Na ośmiu hektarach miało powstać centrum handlowo-rozrywkowe i hipermarket. Ale na budowę tego ostatniego nie zgodzili się radni, bo plan zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje takich obiektów na tym terenie. Spółka wiedziała o tym, kupując ziemię, ale rozpoczęła lobbing. Wczoraj przedstawiciele firmy po raz kolejny spotkali się radnymi z Komisji Rozwoju Miasta. Zaprezentowali im nową koncepcję związaną z inwestycją na Czechowie. Zakłada ona zmniejszenie obszaru pod budowę centrum z 8 do 6 hektarów, tak, by obiekt nie blokował naturalnego przepływu powietrza i nie wychodził poza teren przeznaczony do zabudowy. Ale centrum urośnie - zamiast dwóch kondygnacji, budynek będzie mieć trzy. W podziemiach zaplanowano parking, a pozostałe poziomy zapełnią dwa duże sklepy, galerie mniejszych i multikino.