Fachowiec, ale nie z PO-PiS-u
Lubelski WUP jest jednym z najlepszych w kraju. Jacek Gallant, b. wiceprezydent Lublina kieruje nim nieprzerwanie od ośmiu lat. Zdaje się, że to właśnie polityczna przynależność dyrektora jest głównym, choć oficjalnie, rzecz jasna, niepodnoszonym argumentem za jego odwołaniem dla POPiS- owego zarządu województwa z marszałkiem Jarosławem Zdrojkowskim z Prawa i Sprawiedliwości na czele. Marszałek zresztą kilka miesięcy temu rozszerzył skład Wojewódzkiej Rady Zatrudnienia z 15 do 27 osób (zmiana nastąpiła w trakcie kadencji rady).
Obecnie, zgodnie z nowymi przepisami, opinia rad w kwestii odwoływania szefów WUP-ów nie jest marszałkom regionów potrzebna. Ale i tak .nowa” lubelska WRZ wydała Zdrojkowskiemu opinię, iż Gallanta można zwolnić z zajmowanego stanowiska. Nieoczekiwanie przeciw niemu opowiedzieli się ci sami ludzie, którzy od lat twierdzili, że Jacek Gallant swoje obowiązki wykonuje w sposób kompetentny.
Zdanie zmienili przede wszystkim ludzie związani z PSL-em. W świetle tego, iż ludowcy są brani pod uwagę w spodziewanych w najbliższych tygodniach przesileniach w sejmiku i zarządzie województwa, pytanie, za jaką cenę, zdaje się być jak najbardziej trafne…
Ostatnio do nagonki na Gallanta posłużyły odkryte rzekome braki w sprzęcie biurowym WUP. Fakt, iż owe „braki” są skutkiem źle przeprowadzonej inwentaryzacji (za co został ukarany upomnieniem przewodniczący komisji inwentaryzacyjnej, który zresztą z pracy w WUP sam się zwolnił), pomija się milczeniem. Za to w miejscowej prasie pojawiają się symptomy przecieków kontrolowanych z urzędu marszałkowskiego – metody z powodzeniem wykorzystywanej przeciw Gallantowi od dawna.
Kłopoty dyrektora lubelskiego WUP ciągną się właściwie znacznie dłużej, bo już poprzedni zarząd województwa – koalicja części PSL z LPR i (poniekąd) również PiS-em - szczuł na niego, ile się dało. Merytorycznie Gallantowi nigdy jednak nie udało się nic zarzucić, a zarządzana przezeń jednostka mimo rzucania kłód pod nogi spełniała swoje zadania. Być może, właśnie ze względu na długotrwałość procesu walki z Gallantem i prób jego niszczenia, dyrektor powinien rozważyć, czy nie jest po prostu ofiarą mobbingu ze strony przełożonych - w tym przypadku członków zarządu województwa lubelskiego. To już jest jednak sprawa dla inspekcji pracy oraz niezawisłego sądu.
TYMOTEUSZ ISKRZAK
Źródło: „Trybuna” – 10.01.2008