Nie inwestujemy w siebie
Unijne pieniądze na inwestycje, komputery czy sprzęt biurowy są rozchwytywane na pniu. Za to o pomoc na szkolenia, które pomagają np. w zmianie zawodu, chętnych jest niewielu. Na Podkarpaciu nie wykorzystano na takie cele w ubiegłym roku aż 27 mln złotych! W tym roku do wzięcia jest kolejnych ponad 40 milionów
- Mamy z tym problem - mówił kilka dni temu marszałek podkarpacki Leszek Deptuła na spotkaniu w Centrum Obsługi Inwestora w Rzeszowie. - Podobnie jest w całym kraju. Pieniądze na szkolenia są najsłabiej wykorzystanym elementem unijnej pomocy. Inwestowanie w człowieka spotyka się z małym zainteresowaniem.
Pieniądze na szkolenia znajdują się w trzech działaniach programu realizowanego przez wojewódzki urząd pracy. Jeden jest dla pracowników, którzy chcą podwyższać swoje kwalifikacje i za darmo chodzić np. na kursy języków obcych czy komputerowe. Drugi skierowany jest do rolników, którzy chcą zrezygnować z pracy na roli i przeszkolić się do innego zawodu. Trzeci dla ludzi zagrożonych utratą pracy w swoim dotychczasowym zakładzie, który przechodzi restrukturyzację. Trzeba pamiętać, że pieniądze z WUP nie trafiają bezpośrednio do tych osób. Dostają je firmy szkoleniowe, doradcze, uczelnie, organizacje pozarządowe, samorządy, które organizują szkolenia.
- W pierwszym z tych działań jest stosunkowo najlepiej. Osoby, do których ten program jest skierowany, często chcą podnosić swoje kwalifikacje. Obserwujemy, że na przykład do bezpłatnych kursów językowych ustawiają się długie kolejki i liczba chętnych przekracza często liczbę miejsc - mówi Marcin Dygoń, kierownik wydziału obsługi programów regionalnych WUP w Rzeszowie.
Najmniejsze jest zainteresowanie pieniędzmi na szkolenia pracowników zagrożonych utratą pracy. - To trudna grupa beneficjentów. Ludzie bojąc się utraty pracy w swoim dotychczasowym zakładzie, boją się wykonywać ruchy, które zbliżają ich do tego momentu. Wydaje im się, że jeśli pójdą na kurs, który pomoże im w przekwalifikowaniu, to tak jakby już się pogodzili ze zwolnieniem. Wciąż mają nadzieję, że nie stracą pracy - tłumaczy Dygoń.
Efekt jest taki, że właśnie z tego działania z poprzedniego roku zostało niewykorzystanych aż 13,5 mln złotych. Dość powiedzieć, że ze szkoleń takich w całym województwie skorzystały tylko 153 osoby.
Z trzeciego działania pieniądze mają być przesunięte na inne cele, m.in. na stypendia dla studentów i uczniów. W tym roku będą kolejne pieniądze. W sumie na szkolenia urząd pracy będzie mógł wydać ponad 40 mln złotych.
Dyrektor WUP w Rzeszowie Jacek Posłuszny wśród powodów niskiego zainteresowania programem szkoleń dla osób zagrożonych procesem restrukturyzacji podaje też brak aktywności samorządów lokalnych, które mogłyby organizować takie szkolenia, a także słaby sektor pozarządowy w regionie. "Większość składanych do WUP projektów pochodzi z instytucji o charakterze prywatnym, osób fizycznych prowadzących działalność, firm, spółek" - podaje dyrektor Posłuszny.
W ub. roku WUP w Rzeszowie miał do wykorzystania na poszczególne programy:
* Dokształcanie pracowników - 18,7 mln złotych, z czego wykorzystano 12,5 mln zł. Dzięki tym pieniądzom ze szkoleń skorzystało prawie 7 tysięcy osób
* Szkolenia dla osób odchodzących z rolnictwa - do wykorzystania było 11,1 mln złotych, wydano prawie 4 mln złotych. Skorzystały 503 osoby
* Szkolenia dla osób zagrożonych zwolnieniami - do wykorzystania było 16,7 mln złotych, wydano 3,2 mln złotych. Przeszkolone zostały 153 osoby
Jak to robi Lublin?
Program szkoleń o wiele lepiej wypada w województwie lubelskim. - Pod względem wykorzystania pieniędzy na szkolenia jesteśmy w czołówce krajowej - cieszy się Jacek Gallant, dyrektor WUP w Lublinie. - Kluczem do sukcesu jest to, czy na terenie działają firmy szkolące i czy potrafią porozumieć się z zakładami pracy, które przechodzą restrukturyzację. U nas akurat to działa. Instytucje szkoleniowe pomagają w ten sposób np. piekarzom stać się ślusarzami czy mechanikami. Same na tym nie zarabiają, ale dzięki finansowaniu szkoleń z funduszy unijnych utrzymują się - opisuje dyrektor Gallant.
W Lublinie na szkolenia wykorzystano ok. 60 procent dostępnych pieniędzy.
Źródło:
Małgorzata Bujara Gazeta.pl
2006-01-31